„On już tak ma. Boi się suszarki.”
To jedno z przekonań, które bardzo często pojawia się u właścicieli psów. I oczywiście są psy bardziej wrażliwe, delikatniejsze, mocniej reagujące na dźwięk, dotyk czy nowe bodźce. Są też psy, które mają za sobą złe doświadczenia i wtedy praca musi być prowadzona jeszcze ostrożniej i bardzo indywidualnie.
Ale samo stwierdzenie „on już tak ma” nie powinno zamykać tematu.
To, że pies boi się suszarki dzisiaj, nie oznacza, że nie możemy mu pomóc. Nie oznacza, że nie da się tego zmienić. I nie oznacza, że jedynym rozwiązaniem jest szybkie „przetrwanie” suszenia raz na kilka tygodni.
Suszenie psa nie jest umiejętnością, z którą pies się rodzi. Suszenie psa jest czymś, czego uczymy go my, ludzie.
I właśnie dlatego przyzwyczajenie psa do suszarki powinno być traktowane trochę jak trening.
Dlaczego pies boi się suszarki?
Bardzo często mówi się, że pies boi się dźwięku suszarki. I rzeczywiście, dźwięk jest jednym z głównych bodźców, które mogą psa stresować.
Ale to nie zawsze jest cały problem.
Pies może bać się nie tylko samego hałasu. Bardzo często problemem jest również podmuch powietrza kierowany na jego ciało. Dla nas to po prostu nawiew. Dla psa może to być coś zupełnie nienaturalnego: intensywny strumień powietrza w jednym miejscu na skórze i sierści, do tego pochodzący z przedmiotu, który człowiek trzyma w ręku.
Jeżeli pies ma wyższą wrażliwość dotykową albo czuciową, taki podmuch może być dla niego jeszcze trudniejszy. Może go zaskakiwać, drażnić, przerażać albo sprawiać, że pies nie wie, co ma zrobić ze swoim ciałem i emocjami.
Dlatego przy pracy z suszarką mamy zwykle dwa główne elementy:
-
- dźwięk,
-
- nawiew powietrza.
U jednego psa największym problemem będzie samo odpalenie suszarki w pomieszczeniu obok. U innego psa dźwięk nie będzie już problemem, ale trudny okaże się dopiero moment, kiedy powietrze zacznie dotykać jego sierści. Jeszcze inny pies będzie reagował dopiero wtedy, gdy nawiew zostanie skierowany bezpośrednio na niego.
Dlatego nie ma jednej metody dla każdego psa. Każdego psa trzeba obserwować i dobierać pracę do tego, co pokazuje.
Przyzwyczajenie powinno zacząć się w domu
Uważam, że przyzwyczajanie psa do suszarki powinno zacząć się w domu. A jeżeli pies pochodzi z hodowli, to najlepiej, gdyby oswajanie z takimi bodźcami zaczęło się już w hodowli.
Tak jak pudle z dobrych hodowli bardzo często od początku są przyzwyczajane do golenia pyszczka i łapek, dzięki czemu jest to dla nich czymś normalnym, tak samo suszarka, odkurzacz i inne głośniejsze dźwięki powinny pojawiać się w życiu psa wcześniej.
Nie chodzi o to, żeby psa zalewać bodźcami. Chodzi o to, żeby miał szansę się z nimi osłuchać i nauczyć, że są częścią codzienności.
W salonie mamy ograniczony czas. Możemy z psem popracować godzinę, dwie, czasem podczas wizyt zapoznawczych raz w tygodniu albo raz na dwa tygodnie. Przy regularnej pielęgnacji pies pojawia się u groomera często raz na półtora albo dwa miesiące.
To zdecydowanie za rzadko, żeby pies miał realną szansę przyzwyczaić się do suszarki wyłącznie w salonie.
To musi stać się częścią jego codzienności.
Jeżeli pies boi się jazdy samochodem, a będzie jeździł samochodem raz na dwa miesiące, trudno oczekiwać, że nagle polubi jazdę. Ekspozycja na bodziec jest zbyt rzadka. Z suszarką jest podobnie.
Salon może pomóc, pokazać kierunek, dobrać sposób pracy i wesprzeć psa podczas wizyty. Ale główna praca musi odbywać się w domu, bo to właściciel jest z psem najczęściej.
Pielęgnację trzeba potraktować jak trening
Bardzo chciałabym, żeby właściciele spojrzeli na pielęgnację psa trochę jak na trening.
Nie chodzi tylko o to, żeby pies „jakoś wytrzymał” suszenie. Chodzi o to, żeby nauczył się, że suszarka nie robi mu krzywdy, że dźwięk i nawiew są przewidywalne, a cała sytuacja może być czymś normalnym.
Pies, który boi się suszarki, nie próbuje utrudnić nam pracy. Nie jest uparty ani złośliwy. On po prostu nie wie jeszcze, jak poradzić sobie z emocjami, które wywołuje w nim ten bodziec. A skoro nie nauczył się tego wcześniej, naszym zadaniem jest pokazać mu tę drogę.
I tu bardzo ważna jest różnica między psem, który radzi sobie z emocjami, a psem, który jest już nimi przeciążony.
Pierwszy pies przeżywa dyskomfort, ale potrafi stopniowo się z nim oswoić. Może położyć uszy, napiąć się na chwilę, ale po chwili ziewa, rozluźnia ciało, zaczyna się rozglądać, bierze smaczka, jest z nim kontakt. Taki pies zaczyna rozumieć, że nic złego się nie dzieje.
Drugi pies jest już tak przytłoczony emocjami, że nie potrafi się uczyć. Może znieruchomieć, patrzeć w jeden punkt, przestać przyjmować jedzenie, stracić kontakt z człowiekiem. W tym momencie całą jego uwagę pochłania próba poradzenia sobie z sytuacją, która go przerasta.
I przy takim psie trzeba bardzo uważać, bo bardzo łatwo przekroczyć jego granice i doprowadzić do zachowań agresywnych.
To nie groomer powinien „przełamywać” psa
Czasem mówi się, że trzeba psa „przełamać”. Dla mnie to słowo jest dość trudne, bo może sugerować, że człowiek ma psa zmusić.
A ja nie chcę przełamywać psa.
To nie ja powinnam zmusić psa do pielęgnacji. Ja powinnam pokazać mu, że pielęgnacja jest czymś, z czym może sobie poradzić.
Moment przełamania jest dla mnie momentem, w którym pies sam zaczyna zmieniać sygnały stresu w sygnały pokazujące, że zaczyna się uspokajać, nudzić, odpuszczać napięcie albo wracać do kontaktu. Zaczyna rozumieć, że nie dzieje się nic złego.
Ale bardzo ważne jest to, żeby nie pomylić psa, który rzeczywiście się uspokaja, z psem, który po prostu się poddał.
Pies, który zaczyna się uspokajać, ma bardziej rozluźnione ciało. Może ziewać, rozglądać się, ale nie ucieka. Jest z nim kontakt. Widzimy zainteresowanie z jego strony. Może zacząć pobierać pokarm.
Pies, który jest przytłoczony, zamyka się w sobie. Jego ciało jest napięte. Nie ma z nim kontaktu. Nie chce wejść w interakcję. Nie pobiera pokarmu. To nie jest pies, który się uspokoił. To pies, którego emocje przerosły.
I to jest ogromna różnica.

Dlaczego nie zawsze odpuszczamy przy pierwszym sygnale stresu?
Większość nowych sytuacji jest dla psa w jakimś stopniu stresująca. Gdybyśmy odpuszczali przy pierwszym położeniu uszu albo pierwszym sygnale dyskomfortu, bardzo często nie dalibyśmy psu szansy przekonać się, że może pójść o krok dalej i nic złego się nie stanie.
To nie oznacza ignorowania psa.
To nie oznacza zalewania go bodźcem.
To nie oznacza zmuszania go.
Chodzi o to, żeby małymi krokami przesuwać granice jego dyskomfortu i dawać mu możliwość poradzenia sobie z sytuacją.
Czasem trzeba pobyć chwilę w miejscu, które jest dla psa lekko trudne. Zatrzymać się. Nie dokładać od razu kolejnego bodźca. Spróbować złapać z psem kontakt, dać mu chwilę na oddech, pozwolić mu zrozumieć, że ten dźwięk albo ten delikatny nawiew nie robi mu krzywdy.
Dopiero kiedy pies zaczyna się w tym miejscu uspokajać, możemy zwiększać intensywność: podejść trochę bliżej, zwiększyć nawiew, zmienić kierunek powietrza albo przejść do kolejnego etapu.
Dla jednego psa dyskomfortem będzie suszarka odpalona w pomieszczeniu obok. Dla innego – nawiew skierowany na ścianę obok, gdzie powietrze tylko delikatnie muska jego sierść. Dla jeszcze innego – dopiero bezpośredni nawiew na ciało.
Naszym zadaniem jest znaleźć ten moment i pracować na takim poziomie, z którym pies jeszcze jest w stanie sobie poradzić.
Jak zacząć przyzwyczajać psa do suszarki w domu?
Jeżeli mamy psa, który nie ma złych doświadczeń z suszarką, a po prostu jej nie zna, pracę można zacząć bardzo spokojnie.
Najlepiej, gdy w ćwiczeniu biorą udział dwie osoby i pies.
Jedna osoba uruchamia suszarkę – na początku najlepiej w pomieszczeniu obok. Druga osoba w tym czasie zajmuje się psem: bawi się z nim spokojnie, robi prosty trening albo wykonuje zwykłe codzienne czynności, które zajmują psu głowę.
Nie chodzi o bardzo mocne pobudzanie psa. Chodzi o to, żeby pies nie skupiał całej uwagi na nowym bodźcu, tylko zauważył, że gdzieś w tle pojawił się dźwięk, ale życie toczy się normalnie.
To bardzo ważne. Suszarka ma stać się czymś zwyczajnym, a nie wielkim wydarzeniem.
Na początku sesje powinny być krótkie. Czasem wystarczą 2–3 minuty. Lepiej ćwiczyć krótko i regularnie niż raz na jakiś czas zrobić długą sesję, która psa przeciąży.
Najlepiej ćwiczyć codziennie. Można nawet kilka razy dziennie, ale bardzo krótko. Z czasem, kiedy pies zaczyna radzić sobie coraz lepiej, można wydłużać czas ćwiczeń i zmniejszać ich częstotliwość.

To pies powinien zbliżać się do suszarki
Kolejnym etapem jest zbliżanie psa do suszarki.
I tutaj dla mnie bardzo istotne jest to, żeby to nie suszarka zbliżała się do psa, tylko pies miał możliwość zbliżyć się do suszarki.
To jest właśnie ten moment, w którym pies „przełamuje się” sam. Nie dlatego, że go zmuszamy. Tylko dlatego, że ma możliwość podjąć decyzję, podejść, sprawdzić, powąchać, zobaczyć, że nic złego się nie dzieje.
Możemy zbliżać się do suszarki razem z psem, używając smaczków, zabawki albo prostego treningu. Pies robi to wtedy bardziej świadomie. Ma poczucie, że zarządza sytuacją. Podejście do suszarki jest jego decyzją, a nie czymś, co zostało na nim wymuszone.
Niektóre psy będą chciały suszarkę powąchać i nie będzie to dla nich stresujące. Najpierw można pozwolić psu powąchać wyłączoną suszarkę. Później, jeżeli pies ma ochotę, można pozwolić mu podejść do włączonej.
Trzeba jednak uważać, żeby pies nie wkładał nosa bezpośrednio w miejsce, z którego wylatuje powietrze. Nawiew prosto w nos z bliskiej odległości może być dla psa bardzo nieprzyjemny i może go zrazić.
Najpierw dźwięk, potem nawiew
Co do zasady najpierw oswajamy psa z dźwiękiem.
Nie da się sensownie oswajać psa z podmuchem, jeżeli wcześniej nie pojawi się dźwięk suszarki. Dlatego pierwszym etapem jest zwykle sam dźwięk: z daleka, z innego pomieszczenia, potem bliżej.
Dopiero później wprowadzamy nawiew.
Oczywiście są psy, które dźwięk już znają i nie stanowi on dla nich problemu. U takich psów można szybciej przejść do pracy z powiewem powietrza. Ale jeśli pies reaguje już na sam dźwięk, nie ma sensu od razu dokładać mu kolejnego trudnego bodźca.
Kiedy pies oswoi się z dźwiękiem, możemy zacząć pracę z nawiewem.
Na początku nie kierujemy suszarki bezpośrednio na psa. Lepiej ustawić suszarkę tak, żeby wiała w jeden punkt, na przykład w ścianę albo w przestrzeń obok psa. Możemy przechodzić z psem przez ten delikatny powiew powietrza, zamiast od razu kierować nawiew prosto na niego.
Dla wielu psów to jest dużo łatwiejsze. One nie mają poczucia, że coś je nagle atakuje. Po prostu przechodzą przez powietrze, które delikatnie muska ich sierść.
Jeżeli pies reaguje spokojnie, możemy stopniowo zwiększać trudność. Jeżeli się przestraszy, nie panikujemy.
Nie robimy z tego wielkiego wydarzenia.
Nie mówimy nerwowo: „Ojejku, biedny piesku, nic się nie stało, szybko wyłącz suszarkę”.
Możemy spokojnie pochwalić psa, rozrzucić smaczki, wrócić do łatwiejszego etapu i spróbować jeszcze raz.
Bardzo ważne jest, żeby nie kończyć treningu dokładnie w momencie, w którym pies się przestraszył. Jeżeli zakończymy ćwiczenie w największym stresie, możemy nieświadomie utrwalić psu przekonanie, że naprawdę wydarzyło się coś złego.
Zamiast tego wracamy do poziomu, na którym pies jest jeszcze w stanie sobie poradzić, pomagamy mu odzyskać równowagę i dopiero wtedy kończymy sesję.
Trening powinien kończyć się wtedy, gdy pies ma możliwie dobre nastawienie, a nie wtedy, gdy jest najbardziej zestresowany.

Czy używać smaczków?
Smaczki mogą być bardzo pomocne, ale nie są rozwiązaniem dla każdego psa i nie zawsze działają od razu.
U szczeniaków i psów, które są przyzwyczajone do pracy z człowiekiem, smaczki często świetnie się sprawdzają. Takie psy potrafią pobierać pokarm nawet w lekkim dyskomforcie, dzięki czemu proces może być szybszy i przyjemniejszy.
Ale wiele psów w czasie suszenia jest w tak wysokich emocjach, że nie jest w stanie jeść. I to też jest informacja.
Jeżeli pies nie przyjmuje pokarmu, może oznaczać, że bodziec jest dla niego zbyt intensywny. Wtedy najpierw musimy zmniejszyć trudność i pokazać psu, że suszarka go „nie zje”. Dopiero kiedy pies poczuje się bezpieczniej, smaczki mogą zacząć działać.
Nie chodzi o to, żeby wciskać psu jedzenie na siłę. Chodzi o to, żeby obserwować, czy pies jest w ogóle w stanie wejść z nami w kontakt.
Co robimy w salonie, gdy pies boi się suszarki?
W salonie zawsze staram się sprawdzić reakcję psa na suszarkę zanim go zmoczę.
To bardzo ważne, bo inaczej pracuje się z psem, który po odpaleniu suszarki najchętniej wybiegłby z salonu i sikał pod siebie, a inaczej z psem, który na ten bodziec reaguje zachowaniami agresywnymi.
I tu też trzeba to dobrze nazwać: nie chodzi o „agresywnego psa”. Chodzi o zachowania agresywne względem bodźca, który psa wywołuje, stresuje albo przerasta.
W obu przypadkach praca jest możliwa, ale droga będzie inna.
Z psem, który panicznie się boi, musimy bardzo ostrożnie pokazać mu, że suszarka nie zrobi mu krzywdy. Z psem, który reaguje zachowaniami agresywnymi, trzeba pracować tak, żeby nie wzmacniać tych zachowań, ale jednocześnie nie przekraczać granic psa tak mocno, żeby doprowadzić go do jeszcze większego napięcia.
To wymaga obserwacji, doświadczenia i bardzo indywidualnego podejścia.
Dlatego tak ważna jest współpraca z właścicielem. Po sprawdzeniu reakcji psa możemy powiedzieć opiekunowi, jak pies reaguje i w jaki sposób warto pracować z nim w domu.

Czy każdego psa da się przyzwyczaić do suszarki?
W większości przypadków uważam, że tak – ale pod warunkiem, że praca będzie prowadzona regularnie i rozsądnie.
Są psy, które mają za sobą trudne doświadczenia albo bardzo silne złe skojarzenia z suszarką. Wtedy ten proces może wymagać bardzo dużo czasu, cierpliwości i zaangażowania ze strony właściciela.
Niektóre psy będą potrzebowały naprawdę małych kroków. Na przykład zaczynania od suszarki włączonej w innym pomieszczeniu i wykonywania z psem prostych, znanych ćwiczeń, żeby oswoił się z dźwiękiem jako częścią codzienności.
Nie chodzi o to, żeby każdy pies „pokochał” suszarkę. Czasem celem jest to, żeby pies ją zaakceptował, poczuł się przy niej bezpieczniej i potrafił przejść przez pielęgnację bez tak dużego stresu.
Rola właściciela jest kluczowa
W salonie możemy pokazać właścicielowi drogę. Możemy powiedzieć, w jaki sposób uczyć psa suszarki. Możemy podczas wizyty zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby pomóc psu oswoić ten bodziec.
Ale bez współpracy z domu bardzo trudno odnieść sukces.
To właściciel żyje z psem na co dzień. To właściciel ma najwięcej okazji, żeby pokazać psu, że suszarka, odkurzacz, dotyk, pielęgnacja i różne bodźce mogą być częścią normalnego życia.
Regularna praca w domu jest bardzo ważna. Ale regularne wizyty w salonie również są konieczne, żeby pies stopniowo uczył się, że pielęgnacja jest czymś przewidywalnym, znanym i bezpiecznym.
Dopiero współpraca właściciela i groomera daje największą szansę na sukces.
A sukcesem nie jest tylko dobrze wysuszona sierść.
Sukcesem jest pies, który podczas pielęgnacji czuje się coraz bezpieczniej.
Karolina Bieżuńska
Właścicielka Studia Psiego Stylu Psiemiany. W swojej pracy opiera się na filozofii slow groomingu, łącząc wieloletnie doświadczenie groomerskie z wiedzą na temat zachowania i komunikacji psów. Wypracowała własny sposób prowadzenia psów przez proces pielęgnacji, oparty na stopniowym budowaniu poczucia bezpieczeństwa, świadomej pracy z emocjami oraz ścisłej współpracy z opiekunami.


